Peter Quilter Boska reż. Robert Talarczyk

Scena:
Scena Pod Ratuszem
Cena:
normalny: 75 PLN , ulgowy: 65 PLN

O spektaklu

Przeszła do historii jako Boska! Czarowała głosem, każdy chciał ją usłyszeć, widzowie i słuchacze wypełniali po brzegi sale Carnegie Hall... A ona, radośnie fałszując, rozkoszowała się swoim brakiem talentu, albo wiarą, w to, czego Bóg jej poskąpił. Bogata ekscentryczka, Florence Foster Jenkins, bo o niej mowa, nie miała ani słuchu, ani głosu, ale kto bogatemu zabroni spełniać najbardziej nawet szalone marzenia? Jej się to udało! Płyty z wykonanymi najgorszej śpiewaczki świata sprzedawane są do dzisiaj na całym świecie.
Zapraszamy na słodko-gorzką komedię brytyjskiego dramatopisarza Petera Quiltera i spotkanie z tą niepowtarzalną, barwną postacią, której brak talentu nie przeszkodził w zrobieniu międzynarodowej kariery.
W boską Florence wcieli się fantastyczna Marta Bizoń.

 premiera 20 lutego 2021, Scena Pod Ratuszem

O Boska! 

29.06.2021 Marek Kosma Cieśliński Teatr dla Wszystkich 

 

Od kilku już lat „Boska” zdobywa przebojem sceny teatralne. Wyrazista rola wiodąca, efektowne epizody dla kilkorga aktorów, dowcipne dialogi i okazja do muzycznych, albo – pseudomuzycznych – popisów, to wszystko atrakcyjny materiał dla twórców i efektowne danie dla widzów ceniących komedie oferujące więcej niż tylko humor sytuacyjny. Tu ze szczególnym upodobaniem do kiczu.

Nowohucki Teatr Ludowy zdecydował się na premierę w czasie pandemii. Sztuka Petera Quiltera wystawiona na Dużej Scenie to w zamierzeniu brawurowy popis przebrzmiałej, a bogatej i zakochanej w sobie gwiazdy scenicznej, której zasobny portfel, pozycja towarzyska, a zwłaszcza rozbuchana megalomania pozwalają terroryzować otoczenie w celebrowaniu własnego… braku słuchu i talentu, oraz zupełnie ignorować reguły operowej wokalistyki. Artystki, która w dodatku zapełniała sale koncertowe. Będąca pierwowzorem „Boskiej”Florence Foster Jenkins, popularna w latach 30. i 40. XX wieku amerykańska sopranistka-amatorka, która w oparciu o rodzinną fortunę wypuszczała na rynek kolejne albumy fonograficzne, stała się fenomenem estradowym na długo przed epoką „Szansy na sukces”. Była omnibusem, samodzielnie komponując pieśni, projektując kostiumy, a nawet… organizując widownię.

Zwierciadłem dla – mimo wszystko – przeżywającej dramat Boskiej są jej sekretarz, z poświęceniem akompaniujący do wykrzykiwanych z desperacją arii, para przyjaciół i rozwrzeszczana gosposia, a także my – w finale jako publiczność nowojorskiego Carnegie Hall, chociażby dlatego, że co i rusz wybuchamy śmiechem. Dzięki relacji między nimi i nami, na scenie rozgrywa się dramat o niespełnieniu, skrywanych (przez wszystkie pojawiające się postaci) namiętnościach, złudnych nadziejach i zwodniczej żądzy sławy – czyli wszystko to, czym teatr karmi się z upodobaniem. Podczas spektaklu jest i poważnie i śmiesznie, główna bohaterka uwodzi niezamierzonym komizmem, a jej otoczenie zaskakuje nieoczywistymi reakcjami. Co ważne, przedstawienie w niczym na szczęście nie przypomina adaptacji telewizyjnej i filmowej, dobrze już znanych z efektownego aktorskiego wykonania.

Reżyserem nowohuckiej inscenizacji jest Robert Talarczyk (na co dzień dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach), który tym razem postawił na czystą, klarowną rozrywkę, nie szukając drugiego dna opowieści. Boską kreuje Marta Bizoń, precyzyjna w interpretacji, z wyczuciem podająca fałszywe dźwięki śpiewanych arii i idealnie obnażająca absurdalność swojej (autentycznej przecież) postaci. Partnerują jej znakomicie – bo jest to popis zespołowy! – Robert Ratuszny, Tadeusz Łomnicki, Beata Schimscheiner (przekomiczna jako rozpijaczona Dorothy), a także Roksana Lewak i Jagoda Pietruszkówna. Warto się o tym przekonać i zachwycić niezwykłością boskiej Florence – w najbliższym czasie spektakl wraca na Scenę pod Ratuszem, czyli w samo serce Krakowa.

 

__________________________________________

 

Don Kichot w piórach – „Boska” Teatr Ludowy w Krakowie
20.04.2021 Kulturalna Pyrka

 

Jest coś, czego wybitnie nie potrafisz? Ja nie mam zdolności plastycznych i w związku z tym piszę, a nie rysuję. A jak przez przypadek coś narysuję, to na pewno się tym nie chwalę. Na pewno pamiętasz, że miałaś w klasie/szkole taką jednostkę, która czegoś nie umiała, a i tak uważała, że robi to najlepiej i nikt nie miał prawa tego zakwestionować. Ja kogoś takiego znałam i przypomniałam sobie o tej osobie, kiedy obejrzałam w krakowskim Teatrze Ludowym spektakl Boska.

To historia oparta na faktach, którą możesz znać z filmu Boska Florence z Meryl Streep oraz Hugh Grantem w rolach głównych. Amerykańska sopranistka-amatorka Florence Foster Jenkins była znana jako najgorsza śpiewaczka świata, która mimo całkowitego braku talentu cieszyła się bardzo dużą popularnością. Swoją karierę finansowała ze spadku po zmarłym ojcu.

Historia Florence Jenkins jest tak nietypowa, że nie inna mogła być recenzja o spektaklu, który jest poświęcony jej postaci.

Bizoń Marta jest idealna! W Ludowym nikt lepiej nie wcieliłby się w rolę ekscentrycznej, pewnej siebie i swojego wątpliwego talentu śpiewaczki. Ponadto jest to aktorka obdarzona przepięknym głosem, więc naprawdę musiała się postarać, aby fałszować. Na scenie towarzyszył jej aktor młodego pokolenia – Robert Ratuszny, który był akompaniatorem początkowo nieznośnej w jego opinii śpiewaczki. Fantastyczny w scenach humorystycznych, zwłaszcza w duecie z Tadeuszem Łomnickim, który czarował jako brytyjski aktor oraz przyjaciel Boskiej. W pamięci zapadła mi również Roksana Lewak, która chyba w poprzednim życiu była Hiszpanką.

Odpoczynek. To spektakl, na którym Twój umysł odpocznie. Zapomnisz o tym, co dręczy się na co dzień. Było to pierwsze przedstawienie, które obejrzałam na żywo po 4-miesięcznej przerwie. Teatr Ludowy trafił z tym tytułem w punkt. Boska okazała się dla mnie tym, czym Florence Jenkins była dla Amerykanów podczas II wojny światowej – beztroską radością, ale przede wszystkim chwilą wytchnienia od codzienności.

Spełnianie marzeń. Mimo absurdu, który tkwi w tej historii, o tym właśnie opowiada spektakl. Śpiewaczka była niczym Don Kichot, którego głównym celem życiowym było gonić za marzeniami. Takich niepoprawnych marzycieli w naszej rzeczywistości jest coraz mniej, a reżyser Robert Talarczyk pokazał, że absolutnie można ich polubić. Swoją drogą byłam zaskoczona, że tym tytułem zajął się akurat dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach. Dotychczas kojarzyłam go z bardziej regionalnymi oraz poważnymi tematami.

Kameralność Sceny pod Ratuszem (naprawdę polecam ci ją odwiedzić) sprawiła, że czułam się, jakbym podglądała całą historię z rogu pokoju Florence Jenkins. Ta piwniczna sceneria ma w sobie niesamowity klimat, a jeśli „doprawi” się go pełną przepychu scenografią (autorstwa Katarzyny Borkowskiej), to mamy dla tej opowieści wyśmienitą otoczkę.

A jeśli sam/a będziesz chciał/a dać się porwać tej niesamowicie fascynujące i intrygującej historii to wypatruj biletów na stronie Teatru Ludowego. Nic lepszego w pandemii nie może Ci się przytrafić! Tylko niech najpierw otworzą teatry!

 

 

Twórcy

tłumaczenie: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Robert Talarczyk
scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska
konsultacje wokalne: Jerzy Kluzowicz
asystent reżysera, inspicjent, sufler: Manuela Nowicka

Obsada