na podstawie prozy J.M. Barriego i dramatu Łukasza Zaleskiego pt. „Poszukując Piotrusia Pana” Piotruś Pan. W cieniu dorosłości reż. Przemysław Jaszczak

Scena:
Scena Pod Ratuszem
Cena:
normalny: 43 PLN , ulgowy: 35 PLN

O spektaklu

Piotrusia Pana nie trzeba nikomu przedstawiać – dumny, przekorny chłopak, który nigdy nie dorośnie. Nie ma przeszłości ani przyszłości, jego życie to „wieczne teraz”, wieczna Nibylandia... Tylko rzadkie wizyty w dziecięcych pokojach i jakaś niewysłowiona, zawsze wyparta tęsknota łączą go z realnym światem. Tak przynajmniej było do tej pory. Dziś jednak Piotruś jest nie w humorze, nie może znaleźć swojego cienia.
Zamiast niego spotkał Wendy – dziewczynę, która słyszała o Piotrusiu Panie, jak każdy z nas, ale nie była pewna, czy on naprawdę istnieje. Wspólny lot, wyprawa na lagunę, walka z piratami – niby nic zobowiązującego, kolejne przygody, czyli dzień jak co dzień w Nibylandii. A jednak wczoraj to wszystko wyglądało zupełnie inaczej... Kraina wiecznej młodości zaczyna tracić swój beztroski charakter.
Przygody pękają w szwach, a zabawy rozpływają się w niemocy. Piotruś pierwszy raz czuje motyle w brzuchu i zaczyna wątpić w to, czy wróżki w ogóle istnieją. Jego dzieciństwo dobiega końca. Ale spokojnie – każdy sam decyduje, kiedy opuści swoją Nibylandię i jak często będzie do niej wracać. Spektakl operujący różnymi środkami wyrazu, łączący błyskotliwe dialogi z bogactwem teatru plastycznego, pomoże Widzom oswoić trudny proces dorastania.

Premiera 2 października 2022r. Scena Pod Ratuszem.

Spektakl realizowany w ramach Programu OFF Polska. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Partnerem spektaklu jest Miasto Białystok.
produkcja: Teatr PAPAHEMA

MATERIAŁY DLA NAUCZYCIELI

Tam, gdzie wróżki (nie) umierają
Wojciech Jerzy Kieler  portal Teatrologia.info.

W weneckiej kolekcji Peggy Guggenheim znajduje się obraz Pabla Picassa ukazujący dwie kobiety na brzegu morza. Z troską i czułością umieszczają one na wodzie łódeczkę – zabawkę, symbol nowego życia. Zza horyzontu wyłania się niepokojąca męska głowa, której właściciel zdaje się czyhać na stateczek, by przerwać jego bezpieczny rejs. Ten obraz przyszedł mi na myśl podczas przedpremierowego pokazu "Piotrusia Pana. W cieniu dorosłości".

Twórcy tego spektaklu w mistrzowski sposób połączyli baśń, która bawi najmłodszych, przewrotną lekcję o cieniach dorosłości dla tych, którzy dziećmi właśnie być przestają, oraz wysmakowaną, pełną czułości i mądrej refleksji opowieść dla widza w każdym wieku. Spektakl zrealizowany w ramach Programu OFF Polska wyprodukowany został przez Teatr PAPAHEMA, stworzony w 2014 roku przez czworo aktorów, absolwentów białostockiego Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej: Paulinę Moś, Helenę Radzikowską, Pawła Rutkowskiego i Mateusza Trzmiela. Od tego czasu zrealizowali oni czternaście spektakli, zdobyli liczne nagrody i wyrobili sobie nie tylko powszechnie rozpoznawalną w teatralnym świecie markę, ale także, co najistotniejsze, niepowtarzalny styl. Opiera się on na łączeniu liryzmu z groteską, przenikliwości interpretacyjnej z pełnym lekkości dystansem, szacunku dla znakomicie brzmiącego słowa z plastycznymi walorami teatru formy. Ich słodko-gorzkie w wymowie spektakle oparte zarówno na wielkiej klasyce (Shakespeare, Molière), jak i na tekstach współczesnych, doprawiane są błyskotliwym humorem. Mają w dorobku przedstawienia przeznaczone dla dzieci i dla młodzieży, którym towarzyszy bogata i przemyślana oprawa dydaktyczna (tak jest również w przypadku Piotrusia Pana), ale także przewrotne i mrocznie odczytanie baśni Andersena (Calineczka dla dorosłych). Nie dysponując własną siedzibą, chętnie współpracują z teatrami stacjonarnymi. PeKiN i Madagaskar stworzyli wraz z Teatrem Żydowskim w Warszawie, a Piotruś Pan to koprodukcja z Teatrem Ludowym w Krakowie (do zespołu tego teatru należą grający w spektaklu Weronika Kowalska i Robert Ratuszny, a także Mateusz Trzmiel).
Spektakl wyreżyserował Przemysław Jaszczak, specjalista od przedstawień familijnych i młodzieżowych, z którym producenci spektaklu współpracowali uprzednio przy "Alicji po drugiej stronie lustra" w warszawskim Teatrze Polonia.

Oglądając przedstawienie trudno uciec od myśli, że opowieść o Nibylandii jest w pewnej mierze narracją o PAPAHEMIE. Czwórka artystów, zamarzywszy o swobodzie wypowiedzi twórczej w zdawałoby się zabetonowanym środowisku teatralnym, gdzie rację bytu (również finansowego) mają jedynie teatry o stałym dotowaniu, a młode zespoły offowe w znacznej mierze są efemerydami lub w kalejdoskopowym tempie zmieniają składy, uwierzyła, że może latać. Zapragnęła uciec przed taką wizją aktorskiej dorosłości, w której miejsce piratów i krokodyla zajmują trudne, artystyczne kompromisy. Stworzyła swój niepodległy świat. Fabuła spektaklu opiera się na wątkach zaczerpniętych z prozy Jamesa Matthew Barriego, które zostały przefiltrowane przez wrażliwość zarówno Łukasza Zaleskiego, autora dramatu Poszukując Piotrusia Pana, jak i współtworzących przedstawienie aktorów. Na scenie ukazana została sprawcza moc stymulującej wyobraźnię literatury.
Sięganie bohaterów po tekst powieści w trakcie spektaklu pełni funkcję dydaktyczną, zachęcając młodych widzów do lektury. Widz ujrzy latającego Piotrusia (Mateusz Trzmiel), wróżkę Dzwoneczek (Paulina Moś) z wdziękiem i determinacją walczącą o swoją rację bytu, zaczytaną i racjonalną Wendy (Weronika Kowalska) oraz znanych z powieści piratów dowodzonych przez przezabawnego i pełnego animuszu kapitana Haka (Helena Radzikowska), krokodyla, Rdzennych Mieszkańców Ameryki (słusznie i konsekwentnie nazywanych w ten sposób podczas spektaklu) oraz syreny (w rolach syren, Rdzennych Mieszkańców Ameryki i piratów Paweł Rutkowski i Robert Ratuszny).
Osią przedstawienia jest psychomachia, jaka toczy się o duszę Piotrusia między wróżką, inkarnacją dziecięcych marzeń o podróżach w wyimaginowane światy a Wendy, żądającą od chłopca, by dorósł. To jednak tylko jedna z warstw treściowych spektaklu. Sprawnie i dynamicznie opowiedziana baśń szybko okazuje się być fabularnym sztafażem, za którym kryją się niezwykle serio potraktowane refleksje na temat cieniów dorosłego życia. Widz, pretendujący do dorosłości, zrozumie, że to nie piraci niczym z balu przebierańców stanowią realne zagrożenie, ale brutalna geopolityka, w wyniku której kaperskie łodzie wypływają na somalijskie wody, że bać nie należy się gumowego krokodyla, a raczej tworzywa, z którego jest on wykonany i coraz realniej tykającego zegara ekologicznej katastrofy. Zderzy się z pułapkami popkultury – wypudrowaną wizją piratów z Karaibów i szczupłej niczym lalka Barbie disnejowskiej wróżki. Zmierzy się z mrokami dekolonializacji (tematu szczególnie istotnego dla Zaleskiego), a nawet w przejmującym i nieco subwersywnym finale z wizją rzeczywistości pozbawionej struktury głębokiej, świata, w którym umierają wróżki, bo ludzie przestają wierzyć w cokolwiek.
Ujrzy też subtelną grę cieni, ewokującą niemal platońskie rozważania o naturze odbić, przewrotnej relacji prawdy i iluzji. Nie bez znaczenia jest też oczywiście wprowadzenie cienia do tytułu spektaklu. Spektakl trwający godzinę, zgodnie z percepcyjnymi możliwościami młodego odbiorcy, obfituje w różnorodne środki warsztatowe. Układy choreograficzne i pojedynki szermiercze imponują dynamiką i sprawnością wykonania. Obok aktorstwa dramatycznego artyści korzystają ze swojego emploi, dwukrotnie ożywiając na scenie teatr cieni, nostalgiczny i wysmakowany. Wykreowane postaci są wyraziste, pełnokrwiste, oscylujące miedzy zakorzenionym w powszechnej wyobraźni modelem stworzonym przez Barriego a jego indywidualną, konsekwentną interpretacją.
Piotruś Mateusza Trzmiela jest dziarski i zdeterminowany w scenach konfrontacji z kolejnymi odsłonami przygód, w dialogach świadomie traci pewność siebie. Zdaje się być nieco zagubiony, niepewny, badający granice baśni i zawieszony między światami. Osiąga ten rozdaj nieuchwytnego smutku, który emanował z obliczy dorastających dzieci na płótnach Olgi Boznańskiej.
Paulina Moś to charakterna, choć pełna wrażliwości Dzwoneczek, która w finale emancypuje się i to do niej należy ostatni monolog. Broni prawa do swego literackiego wizerunku, walczy o marzenia i wiarę w miłość, przyjaźń i dobro, bez których gasną wszystkie (nie tylko teatralne) światła. Sceną niepodzielnie zawładnęła jednak Helena Radzikowska. Kapitan piratów w jej interpretacji jest nerwowy, przygarbiony, głęboko oddycha, porusza się z impetem, operuje zamaszystym gestem, sprawnie manipulując hakiem. Aktorka przemawia niskim, gardłowym głosem, omiata spektatorów przenikliwym spojrzeniem, wywołując żywe emocje młodych widzów. Rola ta jednak, jak wszystko w tym spektaklu, jest tylko jedną z masek. Radzikowska „zdejmuje ją” z siebie, przełamując schemat gry i wychodząc poza odgrywaną postać. Iluzja pryska, co rozumieją nawet najmłodsi. Swym własnym głosem z mimiką pozbawioną ekspresji grubej kreski snuje prawdziwą, a przez to mroczniejszą od najbardziej ponurej baśni, opowieść o piratach. Jej autentyzm rezonuje z niezwykłą siłą.
Wyczarowanie Nibylandii w gotyckiej piwnicy krakowskiego ratusza to zasługa oszczędnej, ale sugestywnie stymulującej wyobraźnię scenografii i spektakularnej reżyserii światła. W półmroku wyłaniają się i przygasają żywe barwy. Lśnią świetliste miecze i solarne diademy syren, mienią się imponujące pióropusze, opalizują eteryczne skrzydełka Dzwoneczka. Wodę sprawnie imituje błękitnie podświetlana i poruszana przez aktorów folia. Papierowe stateczki, dziecięce zabawki w różnej skali, urastają do rangi potężnego symbolu podróży, która wiedzie z krainy nieokiełznanej, sprawczej wyobraźni ku jak najbardziej realnym, choć niekoniecznie bezpiecznym portom.


"Piotruś Pan. W cieniu dorosłości" to urzekający wizualnie, mądry i znakomicie zagrany spektakl o rozdarciu między baśnią a rzeczywistością, o porzucaniu dzieciństwa – lub jak kto woli – niewinnego spojrzenia na świat. Artyści serwują widzom widowisko kompletne. Szanując odbiorców w każdym wieku, kierują je przede wszystkim do nastoletniego, a więc szczególnie wymagającego, widza. Tego, o którego należy zawalczyć i pozwolić mu wierzyć, że istnieją wciąż krainy (choćby takie jak teatralna scena), w których wróżki nie umierają, gdzie ktoś szepnie do ucha: „jestem twoją supermocą, iskrą, która cię podpala”, bo wciąż istnieją wartości, w imię których warto odnaleźć i zrozumieć swój cień, a potem wyruszyć w podróż ku Nieznanemu.

 

Z niektórych bajek warto wyrosnąć
Zuzanna Berendt / Teatralny.pl

Spektakl zaczyna się tak, jak wiele innych przedstawień zrealizowanych na podstawie książek znanych nawet tym, którzy nigdy ich nie czytali: drzwi do świata teatralnej fikcji otwierają się wraz z uchyleniem pierwszej strony okładki. Z boku sceny siedzi dziewczyna (Weronika Kowalska) z książką, a po chwili przed publicznością materializuje się bujający w obłokach chłopiec. Tym chłopcem jest Piotruś Pan (Mateusz Trzmiel), słynny bohater, który nie chciał dorosnąć. Widzimy jednak, że – choć ubrany w krótkie spodenki i kolorową bluzę – jest młodym mężczyzną, a nie chłopcem, a buja w obłokach dzięki sile mięśni ubranych w czarne stroje osób podtrzymujących jego ciało nad sceną. Twórcy Piotrusia Pana. W cieniu dorosłości nie posłużyli się arsenałem efektów specjalnych, które mogłyby wywołać w widzu wrażenie, że znajduje się w Nibylandii – krainie rządzącej się prawami innymi niż otaczająca nas rzeczywistość. Korzystając z prostych i umownych środków teatru plastycznego oraz choreografii przedstawili historię nie o podróży do Nibylandii, ale o wyrastaniu z bajek, które wcale nie musi oznaczać porzucenia wyobraźni.

Przemysław Jaszczak zainscenizował opowieść o Piotrusiu i Wendy jako historię bohaterów ulegających przemianie podczas odbywanej wspólnie podróży. Chłopiec i dziewczynka oraz towarzysząca im wróżka Dzwonek (Paulina Moś) uciekają przed piratami (Robert Ratuszny, Helena Radzikowska, Paweł Rutkowski) próbującymi zemścić się na chłopcu za dawno przegraną walkę, w wyniku której Kapitan Hak stracił rękę, ale zyskał przydomek. Raz po raz maszyneria spektaklu zacina się jednak, kiedy przez jej tryby przechodzi historia napisana przez Jamesa M. Barriego w 1911 roku. Kapitan Hak zwraca swoim kompanom uwagę, że więzionych pod jego pokładem ludzi, wśród których znajduje się córka wodza, nie można już nazywać Indianami. I to nie ze względu na polityczną poprawność, ale upowszechnianie się wiedzy o tym, że Ameryka, zanim została odkryta przez Krzysztofa Kolumba, była zamieszkiwana przez Pierwsze Narody, dla których przybycie Europejczyków nie było cywilizacyjnym zbawieniem, a początkiem ludobójstwa i kulturowej przemocy. Kiedy dzieci przybywają na wyspę zamieszkiwaną przez syreny, okazuje się, że jej istnieniu zagraża podnoszący się poziom wody. Z kolei Dzwonek czyta w książce, że jest wróżką z lekką nadwagą i zastanawia się, w jaki sposób Walt Disney zdołał wmówić wszystkim swoim widzom, że powinna wyglądać jak filigranowa dziewczyna z talią o obwodzie pół centymetra.

Piotruś Pan. W cieniu dorosłości nie jest spektaklem o tym, że powieści Barriego nie da się i nie powinno w XXI wieku czytać i wystawiać w teatrze. Twórcy pokazują jednak, że nie da się jej czytać i wystawiać tak, jakby świat wokół młodych czytelników i odbiorców radykalnie się nie zmienił, zarówno w kwestii tego, jak opowiada się o jego przeszłości, jak i tego, jaką jego przyszłość można sobie wyobrazić. Wyobraźnia jest więc tutaj więcej niż zdolnością do stwarzania atrakcyjnych, ale fikcyjnych światów. To narzędzie myślenia o świecie jako miejscu, w którym zabrzmieć może więcej głosów niż tylko te, których słuchano do tej pory.

Bardzo ważne w tym kontekście jest prowadzenie przez twórców i twórczynie świadomej gry ze stereotypami dotyczącymi płci i jej performowania. W spektaklu Teatru PAPAHEMA Wendy nie zgodzi się na bycie „mamą” dla zagubionych chłopców, nie będzie nawet tracić czasu na przekonywanie do wejścia w dorosłość Piotrusia, który wzbudził w niej autentyczną sympatię. Z kolei niedojrzałość Piotrusia nie jest rozgrywana jako atrakcyjna i urocza cecha, ale jako problem, z którym bohater musi sobie poradzić, żeby – choć może się to wydawać paradoksalne w kontekście bajkowej logiki – być szczęśliwym. Jaszczak nie zrezygnował też z zabawnych gier ze stereotypami dotyczącymi płci w przypadku postaci drugoplanowych. Helena Radzikowska grubą aktorską kreską tworzy postać Kapitana Haka, prezentując raz po raz, że męskość granej przez nią postaci jest konstrukcją zbudowaną z min, gestów i charakterystycznej artykulacji. Z kolei Robert Ratuszny i Paweł Rutkowski jako długowłose syreny otwarcie grają z estetyką queerową.

W spektaklu prezentowanym na scenie krakowskiego Teatru Ludowego performerzy nie tylko tworzą interesujące i wyraziste postaci, ale też z wyczuciem rytmu i wrażliwością wobec reakcji publiczności napędzają teatralną maszynerię, która – choć skromna – jest w stanie stworzyć na scenie i oceaniczne fale (z malarskiej folii), i scenę wielkiej bitwy (na pomalowane fluorescencyjną farbą kije). Jednym z głównych elementów scenografii jest łódka, która bardziej niż realistyczny obiekt przypomina układankę origami. Składanie łódki z kwadratowego kawałka papieru wydaje się metaforą możliwego do wyczytania ze spektaklu przesłania, że choć materia opowieści ma znaczenie dla tego, co możemy z nią zrobić, to tylko do pewnego stopnia ogranicza sposoby przekształcania jej. Składając łódkę origami, zagina się niektóre części kartki do środka, ukrywając je, a z innych stwarza się trójwymiarowe konstrukcje. W Piotrusiu Panie. W cieniu dorosłości pracuje się z opowieścią, pokazując publiczności jej zazwyczaj zakryte strony, ale jednocześnie nie odmawiając jej tego, że może być mostem do rzeczywistości zabawy i niesamowitości, która poza kontekstem literatury i sztuki jest bardzo trudno dostępna.

Twórcy

reżyseria: Przemysław Jaszczak
scenografia: Klaudia Laszczyk
muzyka: Urszula Chrzanowska
choreografia: Jan Sarata
reżyseria światła: Monika Sidor
choreografia walk: Rafał Domagała

Obsada